LatestNews

księgarnia baczyńskiego warszawa żeromskiego

księgarnia baczyńskiego warszawa żeromskiego

rp_nauka38.jpgNa podstawie liczby zaobserwowanych meteoroidów na tym czy innym odcinku orbity macierzystej komety można wyznaczyć szerokość i gęstość roju. Nasza planeta w ciągu jednej sekundy przebywa drogę długości około 30 kilometrów, a więc w ciągu doby przemierza aż 2,6 miliona kilometrów. Jeżeli zatem meteoroidy jakiegoś roju obserwujemy przez cztery doby, to musi on w przybliżeniu mieć około 10 milionów kilometrów szerokości. Na tej podstawie można wyznaczyć stopień jego rozproszenia, a w dodatku astronomowie potrafią w oparciu te obserwacje obliczyć orbity poszczególnych meteoroidów. Niedorzecznością bowiem byłoby wyobrażać je sobie jako zbiór okruchów materii, które trwale zachowują to samo względem siebie położenie. Jest akurat odwrotnie, bo każdy meteoroid tego samego roju porusza się po innej orbicie i dokonuje jej pełnego obiegu w innym okresie czasu. Ich orbity są w najróżniejszy sposób ze sobą ?poprzeplatane”, jeden przecina drogę drugiemu, toteż nieustannie zmieniają swe wzajemne położenia. Odległość między nimi ciągle wzrasta, stopień rozproszenia powiększa się i trudno na podstawie obserwacji meteorów takiego roju wyznaczyć radiant.

Zobacz też..

Prawdy naukowej nie można oczywiście obalić śmiechem i ignorancją. Już w roku 1803 spadł w pobliżu Aigle pod Paryżem wielki deszcz meteorytów, co obserwowało kilkaset osób, w tym wiele poważnych osobistości. Z ramienia akademii zjawisko badał astronom francuski Jean B. Biot, który zdecydowanie opowiedział się za jego kosmicznym pochodzeniem. Był to pierwszy tryumf myśli Chladniego, ale do pełnego zwycięstwa droga była jeszcze daleka, gdyż przeciwnicy jego poglądu nie zamierzali tak łatwo oddać pola walki. Gdy w roku 1807 w stanie Connecticut spadł meteoryt i został szczegółowo opisany przez tamtejszych uczonych, prezydent Thomas Jefferson podobno powiedział: ?Raczej będę myślał, że dwaj amerykańscy profesorowie są łgarzami, niżbym miał uwierzyć, że kamienie mogą spadać z nieba”. Koniecznie musiało się zdarzyć coś nadzwyczajnego, aby świat nauki poważnie podszedł do tego tematu. Na szczęście długo nie trzeba było czekać, bo już w nocy z 12 na 13 listopada 1833 roku mieszkańcy Stanów Zjednoczonych zostali poderwani na równe nogi. Wieczorem około godziny 21 czasu miejscowego pojawiły się na niebie niezliczone ?gwiazdy spadające” i to niezwykłe zjawisko trwało aż do rana. Gdzie tylko pobiegło oko, tam widać było meteory, które wybuchały niczym chińskie race, skutkiem czego niebo wydawało się być w ogniu. Odezwały się dzwony kościelne, bo oto nadszedł koniec świata, ludzie w nieopisanym lęku przygotowywali się na sąd ostateczny.